Dostosuj wydruk

Problemem są ludzkie szkodniki

Problemem są ludzkie szkodniki

Skandaliczne postępowanie boreckiej młodzieży, jeśli chodzi o zachowanie porządku w mieście jest przerażające, irytujące i niezrozumiałe. - Śmiecenie to czysty akt debilizmu, tym bardziej takie, które zagraża zdrowiu innych ludzi. Następnym razem polecam ruszyć tyłek z ławki i podejście tych 5 m do kosza. Zawsze to jakiś trening - napisała jakiś czas temu, na swoim profilu facebook’owym Ewa Bartkowiak, młoda mieszkanka Borku Wlkp.

Do takiej opinii zmusił ją przerażający widok boreckiej Street Workout Zone. To ciekawa strefa do ćwiczeń, w zielonym miejscu. Może być pożyteczna zarówno dla mieszkańców, lubiących intensywny wysiłek fizyczny, jak i dla tych, którzy cenią odpoczynek i spędzenie czasu na świeżym powietrzu. Ewa od pewnego czasu przychodziła tam codziennie z kilkoma znajomymi, aby potrenować. I codziennie widzieli porozrzucane śmieci. - Staraliśmy się jakoś to zignorować i ćwiczyć dalej, ponieważ rano strefę sprzątała Spółdzielnia Pomocna Dłoń, zlokalizowana tuż obok - wyjaśnia młoda mieszkanka Borku.

Niestety, pewnego dnia ilość śmieci i szkła oraz połamane tabliczki wprowadziły grupę we frustrację. Nie można było nawet rozpocząć treningu. Najpierw posprzątali zaśmiecony teren. - Boli mnie fakt, iż niektórzy mieszkańcy naszego miasta nie potrafią docenić wysiłku ludzi, którzy pracują nad tym aby takie miejsca powstawały - wyjaśnia Ewa Bartkowiak. - Na tabliczkach jest na pisane „Sprzątaj po swoim psie”, aczkolwiek to nie psy, a ludzkie szkodniki są tutaj problemem - sugeruje. A problem istnieje. Potwierdza to Edyta Dopierała, szefowa Spółdzielni Socjalnej „Pomocna Dłoń” w Borku.

Ta instytucja odpowiedzialna jest za utrzymanie porządku w mieście. Szefową przeraża bałaganiarstwo i brak odpowiedzialności młodych mieszkańców miasta. Podczas tegorocznych wakacji takie zachowanie szczególnie rzuca się w oczy. Nie pamięta, żeby wcześniej było aż tak źle. Spółdzielnia Socjalna ma sporo interwencji od mieszkańców Borku, związanych z bałaganem w jakimś miejscu, są zgłoszenia, że gdzieś nie można wejść z dziećmi na plac. Jednym ze zdewastowanych po balangach miejsc była „tropikalna wyspa”, którą przed budynkiem stworzył borecki ośrodek kultury. Pewnej nocy na placu targowym ktoś całkowicie rozkręcił jeden z łowostołów, które tam stoją - śrubeczki leżały sobie obok, deski oddzielnie. Tak po prostu.

Dlaczego młodzi ludzie to robią? Trudno wytłumaczyć. W mieście jest mnóstwo koszy, stoją co kilkanaście metrów, na skwerze przy targowisku również. Ale bałaganiarze to ignorują. Nie szanują pracy innych osób. Jeden pracownik Spółdzielni na sprzątanie miasta musi poświęcić od 3,5 do 4 godzin dziennie. - Jesteśmy od tego. To nasz obowiązek, ale uciążliwe i męczące jest wygrzebywanie z piasku czy zbieranie z chodnika potłuczonego szkła. To jest najgorsze. A w tym czasie, można by było zrobić coś innego, chociażby skosić trawę - mówi szefowa Spółdzielni.

Jeden z letnich wieczorów, w ciągu tygodnia. Na urządzeniach boreckiej Street Workout Zone (wysprzątanej przez Spółdzielnię) bawi się kilku chłopaków, w wieku 8-10 lat. Przyznają, że bardzo lubią tu przychodzić. Ale nie znoszą śmieci. Na pytanie, czy wiedzą, co z nimi robić, bez chwili zastanowienia, pokazują kosze dookoła. A zapytani, jak nazwaliby starszych kolegów, którzy papiery, kapsle, butelki zostawiają w piachu, odpowiadają: Ci ludzie są nienormalni.

 

autor: Agata Fajczyk

Źródło:

Dodano: 2018.08.19

gostynska.pl Copyright © 2007 - 2019 Południowa Oficyna Wydawnicza
redakcja: ul. Kolejowa 15, 63-800 Gostyń., 65 572 74 00