Dostosuj wydruk

Łukasz Walczak odchodzi z KA 4 resPect. Rodzice mają pretensje do prezesa

Łukasz Walczak odchodzi z KA 4 resPect. Rodzice mają pretensje do prezesa

Zdruzgotane odejściem swojego trenera Łukasza Walczaka są juniorki drużyny KA 4 resPect. Ze szkoleniowcem, z którym niektóre z nich współpracowały przez 4 lata wiele osiągnęły na arenie piłkarskiej. I w żadnej mierze nie mówimy tutaj o rozgrywkach lokalnych. Bo Mistrzostwo Wielkopolski czy udział dwa lata temu w finale turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” trudno do takowych zaliczyć. Wszystko to młode piłkarki zdobyły z trenerem Walczakiem. Jednak teraz najbardziej martwią się co będzie dalej, gdy człowieka, o którym mówią wprost, że był dla nich autorytetem zabraknie?

– Jest strasznie, depresyjnie. Taka pustka. To już nie będzie ta sama drużyna – komentują dziewczyny z drużyny.

Jak mówią przeczuwały, że coś takiego może nastąpić, ale spodziewały się, że do zmian dojdzie raczej za kilka miesięcy. A tu jak „grom z jasnego nieba” spadła na nie smutna wiadomość.

– Było wiadomo, że prędzej czy później odejdzie, bo coraz więcej nowych trenerów się pojawiało. Ale nikt nie wiedział, że tak szybko, tak nagle. Myślałyśmy, że w czerwcu albo w sierpniu. Tak miało być na początku. Powiedziano nam, że trener będzie robił kursy i nie będzie miał już tak dużo czasu. Po czym dwa tygodnie później dowiedziałyśmy się, że odchodzi i mamy nową trenerkę. Mogli nam też dać się przyzwyczaić do tego, a nie tak od razu – mówią Julia Drożak i Klaudia Łuczak.

Młode piłkarki są złe, że nie poinformowano ich jak się sprawy mają, a rezygnacji trenera dowiedziały się w szkole czy przez Facebooka. 

Nie było już tak, jak kiedyś

Decyzję o swoim odejściu Łukasz Walczak podjął już jakiś czas temu.

– Tak, moja współpraca z KA 4 resPect dobiegła końca. Jest to moja decyzja, chociaż często czułem, że coś do tej decyzji mnie pcha. Pierwsza sprawa to z końcem czerwca zmieniam miejsce zamieszkania, o czym poinformowałem na początku roku. Druga rzecz, to zmieniły się warunki współpracy miedzy mną, a władzami fundacji i to miało największy wpływ na moją decyzję. Myślę też, że nasze relacje nie były złe, ale nie były już takie jak kiedyś – zaznacza trener.

Przyznaje, że nie konsultował się ze swoimi podopiecznymi, więc musiała to być dla nich niemiła niespodzianka. I dodaje, że również jemu jest trudno.

– Przeżyliśmy wspólnie ponad 4 lata. Ludzie, a zwłaszcza dzieci się przywiązują. Ja do nich, one do mnie więc takie rozstania nie są łatwe – mówi Łukasz Walczak.  

Podczas pożegnania, jakie dziewczyny zorganizowały swojemu trenerowi poinformował je, że rozstał się z Fundacją „wyłącznie” przez „sprawy dorosłych” i niech nie myślą, że znalazł nowy klub i tak po prostu je zostawił.

– Bo tak nie było. Mam nadzieję, że mimo wszystko zmiana trenera wpłynie na dziewczyny pozytywnie i będą rozwijać się cały czas w takim tempie jak dotychczas – odpowiada Ł. Walczak. 

Wszystkiemu winien prezes?

Swoje zdanie na temat rezygnacji z funkcji szkoleniowca ma część rodziców juniorek.

– My widzimy to w ten sposób, że trener odszedł ze względu na prezesa Łukasza Kaczmarka. Z tego, co my wiemy, to chciał zostać i się z prezesem dogadać – mówią rodzice.

Twierdzą, że prezes swoimi działaniami doprowadził do sytuacji, w której Ł. Walczak nie miał innego wyjścia jak tylko zrezygnować. Chodzi głównie o to, że została mu zaproponowano umowa na pół etatu. Mają też inne zarzuty pod adresem Ł. Kaczmarka. Mówią m.in. o braku komunikacji wewnątrz fundacji czy „promowaniu się” prezesa dzięki sukcesom ich dzieci.

Dowodem na to ma być jego udział w Plebiscycie „Mistrzowie Sportu 2017” organizowanym przez Głos Wielkopolski. Juniorki KA4 resPect zajęły w nim pierwsze miejsce w kategorii Drużyny Roku. Rodzice twierdzą, że główne odium chwały spadło na prezesa fundacji. 

Kolejna sprawa dotyczy pożegnania Łukasza Walczaka.

– Żeby z Facebooka dziewczyny dowiedziały się, że trener, z którymi są od samego początku nie pracuje? A później jedna przez drugą. Przecież prezes mógł zorganizować jakieś pożegnanie – mówi jedna z matek.

Rodzice, którzy „mieli czelność się odezwać” opowiadają, że teraz boją się, że ich dzieci zostaną wyrzucone z fundacji. Część jednak sama zastanawia się na wycofaniem swoich dzieci z fundacji.


Nie jest tak, że wszystko się należy 

Spontaniczną imprezę pożegnalną dla swojego trenera juniorki zorganizowały w czwartek, 7 marca.

– O pożegnaniu dowiedziałem się 15 minut przed jego rozpoczęciem. Wcześniej o nim nie widziałem – podaje prezes Fundacji KA 4 resPect Łukasz Kaczmarek.

Uważa, że nie do końca fair jest, że wzięła w nim udział tylko jedna grupa dziewczyn podczas, gdy Ł. Walczak trenował też dwie inne. I dodaje:

– Nie wiem z czego to wynikało, bo nie z mojej niechęci, może jedynie z niewiedzy, że cokolwiek zostało zorganizowane, nie zostałem  poinformowany o tym wydarzeniu.

Przyznaje jednak, że „nie dagadał się” w kwestii terminu umieszczenia wiadomości o rezygnacji na fundacyjnym Facebooku z trenerem. Jednocześnie podkreśla że to trener Walczak osobiście umieścił informacje po rozmowie z nim. Zauważa, że głos w całej sprawie podnosi jedynie kilkoro rodziców z pośród 240, których dzieci uczęszczają na zajęcia w fundacji (w grupie juniorek jest ich 30). Rozumie przywiązanie młodych piłkarek do trenera i ich reakcję tłumacząc jednocześnie, że zatrudnienie kilkorga nowych trenerów pozwoli wszystkim 115 zawodnikom „pójść naprzód”.

I nie chodzi o to, że Łukasz Walczak nie ma wiedzy czy doświadczenia - przeciwnie, posiada dużą wiedzę w temacie piłki nożnej. Tylko, że bywają różne sytuacje losowe, które powodują zmiany decyzji – zaznacza prezes.

Potwierdza, że około 10 stycznia dowiedział się o rezygnacji z pracy trenera Walczaka oraz, że zmienił etat na 0,5.

– Ale to nie jest też tak, że Łukasz się nie zgodził. Rozmawialiśmy na ten temat i miał zastrzeżenia do tego punktu. Ale po rozmowie stwierdził, że OK, i  do końca czerwca, tak jak ustalaliśmy będzie pracował – dodaje Ł. Kaczmarek.

Z końcem lutego szkoleniowiec miał jednak zmienić zdanie i poinformować o swoim szybszym odejściu. Prezes fundacji odnosi się także do słów o „promowaniu się”, które uważa za wyjątkowo nietrafione.

Gdybym się chciał wypromować zrobiłbym to dużo, dużo wcześniej i nie musiałbym tego robić przez działalność  fundacji. Przeciwnie, do pewnego momentu nie chciałem być z nią  personalnie kojarzony. Chciałem, żeby żyła własnym życiem. Co do plebiscytu to logiczne wydaje się, że udział w wydarzeniu bierze osoba zarządzająca oraz autor sukcesu, czyli Łukasz Walczak. Z tego, co pamiętam on był główną osobą, która udzielała wywiadów. I to było dla mnie zrozumiałe – opowiada Łukasz Kaczmarek.

Również zarzut o braku komunikacji dyskredytuje.

– Oczywiście są pewne zagadnienia które omawiane są na forum z rodzicami. Jednak są i takie decyzje, które podejmuje tylko i wyłącznie w porozumieniu z trenerami, czyli osobami odpowiadającymi za rozwój w naszej fundacji. Ciężko byłoby pogodzić punkt widzenia i racje tak wielu osób, tak wielu rodziców.

Twierdzi również, że nie było żadnych zawoalowanych gróźb w sprawie przynależności dzieci do fundacji.

 – Opowiedziałem jedynie rodzicom, że jeśli faktycznie uważają, że jest tak bardzo źle, że wszystko jest organizowanie nie tak, to przecież nikogo nie zmuszam, żeby należał do tej grupy. To jest inicjatywa podjęta z kilkoma osobami, aby nie uczyć tylko i wyłącznie kopania w piłkę, chodzi o coś więcej, o przekazanie wartości, które kształtują młodego człowieka. Miałem jeden cel: zmusić rodziców do zauważenia, iż to nie jest tak, że „to się należy, że wszystko się należy”. Fundacja jest prywatną inicjatywą, prywatnym podmiotem i nie ma przymusu przynależności. Jak najbardziej jestem otwarty na sugestie, spostrzeżenia nawet krytykę, ale wszystko powinno być podparte rzeczowymi argumentami  – podsumowuje Łukasz Kaczmarek.

autor: Bogdan Bujak

Źródło:

Dodano: 2019.03.17

gostynska.pl Copyright © 2007 - 2019 Południowa Oficyna Wydawnicza
redakcja: ul. Kolejowa 15, 63-800 Gostyń., 65 572 74 00