Dostosuj wydruk

Kobiety protestowały, wołając: Myślę, czuję, decyduję!

Kobiety protestowały, wołając: Myślę, czuję, decyduję!

Tłum  mieszkanek Gostynia i okolic przeszedł dziś wieczorem ulicami miasta. Towarzyszyli im też mężczyźni. Była to niedzielna pikieta przygotowana spontanicznie, w obronie praw kobiet. Te nie zgadzają się z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, który zaostrza - i tak już restrykcyjne - prawo aborcyjne w naszym kraju.

Kobiety zmobilizowały się do czarnego marszu przez portal społecznościowy. - Weźcie ze sobą mamy, siostry, koleżanki, znajome. Panowie też się może przyłączą do nas. Może ktoś zrobi transparent - namawiała na facebooku jedna z organizatorek z gostyńskiego „Klubu mam”. W pikiecie w sumie wzięło udział 300 osób, o ile nie więcej. Jednym z uczestników był burmistrz Gostynia Jerzy Kulak.

 


Co tak zbulwersowało kobiety w Polsce?

22 października Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej za niekonstytucyjne uznał przepisy umożliwiające usunięcie płodu w wypadku stwierdzenia jego ciężkiego uszkodzenia lub nieuleczalnej choroby są niezgodne z Konstytucją. Dla kobiet taka decyzja może nieść poważne konsekwencje. Może doprowadzić w praktyce do całkowitego zakazu aborcji w Polsce. W uzasadnieniu sędzia Justyn Piskorski podkreślił, że „w ocenie TK dziecko w prenatalnym okresie życia, jako istota ludzka, której przysługuje przyrodzona i niezbywalna godność, jest podmiotem mającym prawo do życia, zaś system prawny musi gwarantować należytą ochronę temu centralnemu dobru, bez którego owa podmiotowość zostałaby przekreślona”. - Sam fakt upośledzenia płodu lub jego nieuleczalnej choroby nie może samodzielnie przesądzać o dopuszczalności zabiegu przerywania ciąży w perspektywie konstytucyjnej - dodał.

Trybunał Konstytucyjny pracował nad ustawą na wniosek 119 posłów, którzy chcieli zbadania zgodności obowiązujących przepisów dotyczących aborcji z Konstytucją RP. Chodzi o dopuszczanie aborcji ze względu na podejrzenie upośledzenia płodu lub nieuleczalną chorobę zagrażającą jego życiu, co np. w PiS nazywane jest "aborcją eugeniczną". Po tym, jak TK zawyrokował, że ta przesłanka jest "niekonstytucyjna", odbędzie się głosowanie w sejmie, gdzie większość stanowią posłowie PiS. Kobiety są przekonane, że po przeprowadzeniu głosowania, sejm wykreśli przesłankę z ustawy – i tak restrykcyjnej, jeśli chodzi o możliwość przeprowadzenia aborcji w Polsce.



Od piątku Polki protestują na znak niezgody na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że aborcja jest niezgodna z Konstytucją RP. Spontaniczne pikiety, marsze czy „spacery” odbywają się w dużych polskich miastach, ale też w tych mniejszych, powiatowych.

W Gostyniu sprzeciw wyrażano dotychczas spokojnie. W piątek na chodniku przed budynkiem, w którym mieści się biuro poselskie ministra Jana Dziedziczaka pojawiły się napisy "PiS ma krew na rękach", przed wejściem było też hasło "Wyrok na kobiety". Wisiała kartka w formie nekrologu o treści: „Z głębokim żalem zawiadamiamy, że w dniu 22.10.2020 roku zapadł #WyrokNaKobiety”, pod napisem było zdjęcie Jana Dziedziczka z czarnym paskiem na oczach. Postawiono dwa znicze. Szybko to posprzątano. W sobotę w tym samym miejscu pojawiły się kolejne znicze.

Dzisiejsza pikieta rozpoczęła się hasłem „Myślę, czuję, decyduję!” - To jest Polska, nie Kaczogród - wołano podczas marszu. Padały też niecenzuralne hasła „Je**ć PiS” czy „Wyp*****lać”. Kobiety, a także towarzyszący im mężczyźni szli głównymi ulicami, należącymi do centrum miasta. Na kartonowych banerach widniały napisy „Ludzi coraz więcej, a wolności coraz mniej”, albo „To jest wojna”.

- Po cichu odbiera nam się prawa. Tutaj nie chodzi już o prawo do aborcji, ale o prawa zwykłego człowieka w demokratycznym państwie. Jeśli nie będziemy na to reagować, to pewnego dnia obudzimy się w totalitarnym państwie, w którym zniknie demokracja - powiedziała jedna z kobiet, zapytana dlaczego przyszła na marsz.

- A co do wyroku Trybunały Konstytucyjnego - jestem szczęśliwą mamą, nigdy nie byłam w takiej sytuacji, żebym musiała wybierać urodzić czy nie. Ale uważam, że kobiety powinny mieć wybór. Nie zgadzam się z komentarzami w stylu „gdybyśmy nóg nie rozkładały, to te wszystkie rzeczy by się nie działy”. To nie o to chodzi. A kto wyciągnie rękę po porodzie? Państwo nie jest przygotowane na udzielanie pomocy mamom, które będą musiały urodzić upośledzone dziecko. Około 80 % kobiet pozostaje w takiej sytuacji same, bez środków finansowych. Ilu jest chętnych do adopcji dzieci niepełnosprawnych, upośledzonych? - zastanawiała się.

Marsz kobiet w Gostyniu zakończył się przed biurem poselskim Jana Dziedziczaka, gdzie uczestnicy pozostawili znicze i banery. Odbyl się też krótki wiec. Nietrudno było zauważyć, że cała złość uczstników przelała się na obóz rządzący obecnie w naszym kraju.  W przemówieniach uczestnicy marszu wyrazili nadzieję, że PiS przestanie ingerować w sprawy kobiet, które „same powinny decydować, czy chcą dokonać aborcji czy nie”.

- Nikt nas nie chce być zmuszonym do wybierania między wózkiem a trumienką - taka jest prawda! - mówił jeden z pikietujących pod biurem poselskim. Później rozległo się wołanie „Wolny wybór! Nasza sprawa!”. Po mniej więcej godzinie pikietujący rozeszli się do domów.

Kolejny "czarny marsz" w Gostyniu planowany jest prawdopodobnie jutro o tej samej porze. 

autor: Agata Fajczyk

Źródło:

Dodano: 2020.10.25

gostynska.pl Copyright © 2007 - 2021 Południowa Oficyna Wydawnicza
redakcja: ul. Kolejowa 15, 63-800 Gostyń., 65 572 74 00